Film krótkometrażowy
„Poranki, kiedy wracamy do domów” to refleksyjny film opowiadający o relacji dwójki przyjaciół których życia i młodość zostają zderzone z traumą, poczuciem osamotnienia i zagubienia. Rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach czasowych opowieść, niejednokrotnie przybierająca formę medytacji i impresji to moment zatrzymania się, nabrania oddechu, próby wejrzenia w siebie i emocji które nigdy nie znalazły wentylu do uzewnętrznienia się. Fabuła rozbita na “przed i po” momencie granicznym w życiach bohaterów, ponadto jest skonstruowana niechronologicznie – to układanka której funkcja działa w dwójnasób, jako chęć zaproszenia widza do rozsupływania pętli zdarzeń, jak i pewnego rodzaju oddania “wewnętrznego pejzażu” bohaterów, emocjonalnie rozbitych, zagubionych w meandrach pierwszych momentów dorosłości. To nauka konstruowania samego siebie na nowo ze skrawków wspomnień i mierzenia się z niedoskonałością teraźniejszości.
Rodzinna inicjatywa – Kolektyw Kuzyni
W grudniu 2020 roku zaproponowałem swojemu bratu i dwóm kuzynom stworzenie autorskiego filmu krótkometrażowego. W dzieciństwie często sięgaliśmy po kamerę i odgrywaliśmy przed nią różne scenki, ale stworzyliśmy również kilka krótkometrażowych i pełnometrażowych filmów. Ale raczej nimi nie będę się tutaj chwalił. Pracę rozpoczęliśmy w styczniu 2021, jako Kolektyw Kuzyni. Pierwotnie zakładaliśmy stworzenie filmu 10-minutowego, ale ilość pomysłów zmusiła nas do wydłużenia czasu o 5, następnie 10 minut. Później zrobiło się 30 minut, a na koniec okazało się, że mamy 40-minutowy film krótkometrażowy. „Poranki, kiedy wracamy do domów”.
Proces twórczy oparliśmy o rozmowę. Zamykaliśmy się w piwnicy, żeby odciąć się od świata i przy dźwiękach ulubionej, inspirującej nas muzyki opowiadaliśmy sobie historie. Wiele z nich zapadło nam w pamięć i zmieniło nas oraz nasze postrzeganie świata. W te rozmowy wplataliśmy pomysły jak można przełożyć te sytuacje na język filmowy. Ogólny zarys i pomysł historii to zasługa mojego kuzyna Tymka. Szybko zgodziliśmy się, że film powinien posiadać „klamrę”, która zamknie tę opowieść. Padło na lustrzane odbicie – w pierwszej scenie najazd kamery, a w ostatniej odjazd kamery. Teraz pozostało nam tylko zbudować krok po kroku całą historię.
Amatorzy wzięli się za tworzenie filmu fabularnego
Od początku wiele rzeczy robiliśmy intuicyjnie, naturalnie, ale również mocno analitycznie, rozbijając wszystko na czynniki pierwsze. Doskwierała nam jednak niepohamowana chęć jak najszybszego znalezienia się na planie i realnej produkcji filmu. Z tego względu z jeszcze niedokończonym scenariuszem 24 kwietnia 2022 roku zaczęliśmy zdjęcia. Paradoksalnie zaczęliśmy kręcić od ostatniego ujęcia filmu.
Ten dzień, klimat, w pewnym sensie powrót do czasów dzieciństwa. Wtedy całe dnie spędzaliśmy kręcąc filmy wywołują u mnie do dzisiaj gęsią skórkę. To ujęcie ustawiło nam w zasadzie cały film. Mieliśmy potwierdzenie, w którą stronę idziemy i każdy był niezwykle zadowolony z efektu.
Ogromna ilość pochłoniętej wiedzy i wielka motywacja
Przed i w trakcie tworzenia „Poranków, kiedy wracamy do domów”, bez przerwy uczyłem się i poznawałem techniki kinematografii. Moją motywacją była jak najlepsza jakość produkcyjna. Byłem jedyną osobą, która od wielu lat interesuje się aparatami, kamerami, dźwiękiem i innymi technicznymi aspektami. Jednak film fabularny to zupełnie inna liga, jeśli chodzi o poziom nowinek, sztuczek i technologii. Dodatkową, a może główną motywacją dla mnie był mój osobisty cel. Chciałem zmierzyć się ze swoimi słabościami i strachem przed nieznanym, a także rozpocząć zmianę swojego życia.

Nie wchodząc w szczegóły, celem było udowodnienie samemu sobie, że jeśli coś sobie postanowię, to potrafię to dowieźć i zawsze dam z siebie wszystko. Cel został osiągnięty, ale zawsze jest „coś za coś”. Nad filmem pracowałem prawie 3 lata, często spędzając całe dnie w samotności, przed komputerem, na czytaniu, oglądaniu filmów mądrzejszych ludzi, szukaniem inspiracji, a wreszcie montażem filmu i postprodukcją dźwięku. Na wszystko trzeba czasu, więc odmawiałem sobie wielu innych zajęć, ale kompletnie tego nie żałuję. Dzięki temu film jest dopracowany i dotarłem do miejsca, gdzie jestem dzisiaj – prowadzę filmbeat productions. Można powiedzieć, że filmbeat wykluł się z ogromnej potrzeby samorozwoju i podzielenia się ze światem kawałkiem siebie.
Kiedy w filmie jedna osoba jest operatorem, dźwiękowcem, montażystą, koloryzatorem, realizatorem dźwięku
Z moim benefitem w postaci wykształcenia na Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, na kierunku realizacji dźwięku było mi trochę łatwiej okiełznać aspekty dźwięku w filmie. Również moja praca w Miejskim Ośrodku Kultury w Wojkowicach była związana z nagłośnieniem i oświetleniem imprez.
Miejski Ośrodek Kultury w Wojkowicach był głównym partnerem filmu. Największym wyzwaniem okazało się bycie w jednej osobie operatorem kamery i dźwiękowcem. Całą produkcję ustawiliśmy pod to, żeby było to wykonalne, a efekt był na odpowiednio wysokim poziomie, który sam sobie wyznaczyłem. Ciężko jest trzymać tyczkę z mikrofonem, a jednocześnie kamerę w drugiej ręce! To wymagało kompromisów, na przykład w postaci użycia statywów, w scenach dialogowych.
Ale znowu – nie żałuję tego, że byłem jedynym technicznym na planie. Dzięki temu nauczyłem się wielozadaniowości i poznałem tajniki pracy w każdej z tych specjalizacji. Również po zakończeniu zdjęć – podczas postprodukcji koniecznie chciałem zająć się wszystkim sam. Przede wszystkim dla spróbowania swoich sił, gdyż robiłem to, czym od dawna się interesowałem. Chciałem również dużo się nauczyć, żeby mieć solidne podstawy. Zacząłem od głębokiej wody w postaci filmu fabularnego, więc obecnie małe produkcje nie są mi straszne.
Co robiłem w procesie postprodukcji?
W zasadzie sam montaż filmu nie był bardzo długim procesem. Dokładałem kolejne puzzle sukcesywnie po kolejnych dniach zdjęciowych. Mimo, że film krótki, to tych dni było ponad 20! Tak to jest, jak nie masz doświadczenia i robisz coś pierwszy raz, a ambicja nie pozwala ci zaakceptować czegoś, co nie jest wystarczająco dobre. Więc było sporo poprawek, i dobrze!
Wracając – montaż poszedł całkiem nieźle, również przez to, że w wielu scenach mieliśmy storyboard stworzony przez mojego kuzyna Bartka. Oczywiście były dni, że spędzałem 12h nad jedną sekwencją, która trwa 30 sekund, ale patrząc na 3 lata pracy – montaż nie był najbardziej czasochłonny. Najwięcej czasu spędziłem na postprodukcji dźwięku.
Na dźwięk składa się: to co nagrane na planie, a także cała masa dodanych efektów dźwiękowych, dialogów, narracji, atmosfer, efektów foley. Wiele z nich nagrywałem samemu, a część z nich wyciągnąłem z bibliotek dźwięku (głównie dźwięki tła – atmosfery). Ten proces otworzył mi oczy jeszcze bardziej na to, jak ważny jest dźwięk w filmie. 80% dźwięku w naszym przypadku powstało dopiero w postprodukcji, a nie na planie, co i tak wydaje mi się małym procentem.
Muzyka filmowa
Mieliśmy dograną kompozytorkę, która w ostatnim momencie musiała opuścić projekt, z powodów zdrowotnych. Wtedy pojawił się FIlip Żółtowski, który szybko wszedł w nasz klimat. Filip stworzył niepowtarzalny soundtrack do „Poranków, kiedy wracamy do domów”. Podkreślił idealnie emocje, które chcieliśmy w filmie przekazać. Muzykę współtworzyła skrzypaczka Milena Jurasik.
Dodatkową muzyką w filmie są autorskie utwory mojej siostry. @RitaRaga – Chasing Zephyr Rita Raga ft. Itaya – The door is open. Kolejny utwór to – @junkyard4559 – Quiet!. Kolejny utwór @oversoundband8411 – Szept. Jeden utwór stworzyłem osobiście.
O samym filmie pisaliśmy tak
Filmowy projekt zrodzony z pasji i potrzeby podzielenia się ze światem tym co dla jego twórców ważne, ale i niewygodne. To opowieść o momentach granicznych w życiu, radzeniu sobie z traumą i poczuciem winy, a przede wszystkim – zagubieniu w pierwszych momentach dorosłości. To refleksyjna, pełna niedopowiedzeń i symboliki przeprawa do lepszego zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości.
Kolektyw Kuzyni tworzą Piotr Grudniak, Bartosz Piątek, Marcin Grudniak i Tymoteusz Piątek. I choć żaden z nich nie ma wykształcenia filmowego, ani nie ukończył szkoły filmowej, to na każdym etapie produkcji starali się zachować jak największy profesjonalizm. Pomagało w tym z pewnością wsparcie wielu ludzi, ich talentów i dobrych chęci.
Jedną z takich osób był Filip Żółtowski odpowiedzialny za skomponowanie muzyki do filmu. To muzyk młodego pokolenia, odnoszący coraz większe sukcesy na polskiej scenie jazzowej, założyciel grupy Filip Żółtowski Quartet.
Chęć stworzenia filmu krótkometrażowego który niósłby ze sobą emocjonalny ładunek, a w konsekwencji byłby środkiem wyrazu czegoś dużo głębszego niż chęć zaistnienia, towarzyszył członkom Kolektywu od wielu lat. Jako dzieci i nastolatkowie zajmowali się kręceniem domowych filmów pełnych absurdalnego humoru i nieskrępowania jakąkolwiek logiką fabuły.
Ta dziecięca radość tworzenia nigdy ich nie opuściła, a lata które minęły od tamtego czasu pozostawiły inne ślady – przemyśleń, nowych problemów i zmartwień. “Poranki…” są więc rezultatem wspólnej, nomen omen kolektywnej refleksji.
Przedpemiera filmu odbędzie się w Miejskim Ośrodku Kultury w Wojkowicach 29 października 2022 roku. Więcej informacji wkrótce na mediach społecznościowych i stronie MOKu. Niedługo później (bo 20 listopada) pojawi się na kanale YouTube Kolektywu.
Sala widowiskowa Miejskiego Ośrodka Kultury w Wojkowicach w błyskawicznym tempie zamieniła się w jeden październikowy weekend (29 oraz 30 października) w profesjonalną salę kinową. A wszystko to za sprawą tajemniczego projektu, którego zapowiedzi mogliśmy śledzić w mediach społecznościowych od jakiegoś czasu. Sprawcą całego zamieszania okazał się Kolektyw Kuzyni – czworo zdolnych chłopaków, których łączą więzy rodzinne, ale przede wszystkim pasja zamiłowanie do X muzy i prawdziwy talent, o czym mogli przekonać się wszyscy, którzy pojawili się na dwóch specjalnych pokazach ich debiutu krótkometrażowego, czyli filmu „Poranki, kiedy wracamy do domów”. Partnerem filmu i organizatorem projekcji był Miejski Ośrodek Kultury w Wojkowicach.
Kolejny etap projektu pierwotnie zakładał premierę filmu na kanale 
Dzięki wielu ludziom udało nam się zorganizować aż 17 pokazów stacjonarnych, na których zawsze rozmawialiśmy z widzami po seansie. Projekcje odbyły się w różnych instytucjach kultury w Zagłębiu i na Śląsku. Zorganizowaliśmy również kilka pokazów dla uczniów szkół podstawowych i średnich.